BIWAK NAD BAJKAŁEM | FILM

BIWAK NAD BAJKAŁEM • 19-21 MAJ 2017 | FILM


MAJOWY WEEKEND NAD JEZIOREM BAJKAŁ W POBLIŻU WROCŁAWIA


 
Majówka 2017 nad wrocławskim Bajkałem nas ominęła, bo jezioro wylało (film) i był kiepski dojazd (tym razem byliśmy autem osobowym). Dlatego pobyliśmy tam tylko kilka godzin tuż na początku jak się wjeżdża na Bajkał, zrobiliśmy szybkie ognisko, po kiełbasce, po drugiej i trzeciej, małe rozeznanie z terenem i do domu. Jak widać poniżej ognisko skromne…

Mini ognisko – Majówka 2017

Jednak jeszcze zdążyliśmy nadrobić majówkę i pojawiliśmy się tam w połowie maja.

Jak tylko spotkaliśmy się przed samym wyjazdem na biwak (około 12.00), to stosunkowo szybko udało nam się opuścić miasto i wyjechać w drogę, bo już po jakiś trzech godzinach ;] i po drodze godzina czekania na stacji paliw na robaki – kto był, ten wie o co chodzi 😛

Gdy już zajechaliśmy na miejsce, zaparkowaliśmy przyczepkę kempingową, rozbiliśmy namiot i rozłożyliśmy resztę klamotów przeszliśmy do rzeczy, czyli do rozpalania grilla i pieczeniu mięsa. Ognisko i jedzenie z kociołka było na drugi i trzeci dzień.

Długo by pisać jak było nad Bajkałem, ale po co skoro jest streszczenie w filmie ;] Pogoda dopisała, mieliśmy gości, ryby nie brały, jedzenie z kociołka wyborne. Ogólnie biwak wypadł przyzwoicie. 

BIWAK NAD BAJKAŁEM • 19-21 MAJ 2017
BIWAK NAD BAJKAŁEM • 19-21 MAJ 2017

Więcej zdjęć z tej wyprawy (i innych) tutaj.

MCH 2017


JEZIORO BAJKAŁ [ WROCŁAW ] – WYRAŹ SWOJE OPINIE PONIŻEJ W KOMENTARZU


FILM Z MAJÓWKI 2016 | BAJKAŁ – KAMIENIEC WROCŁAWSKI

NA BIWAKU | FILM Z MAJÓWKI 2016
JEZIORO BAJKAŁ – KAMIENIEC WROCŁAWSKI


Kurczak z ogniska • Pieczone ziemniaki • Napoje wyskokowe

Trzy dni odpoczynku – trzy dni biwakowania nad wodą pod namiotami

Po uprzednim dojechaniu na miejsce, znalezieniu dobrego miejsca oraz rozłożeniu namiotów, kempingu i reszty klamotów przyszła pora na ognisko.



Motywem przewodnim tego wypoczynku w Kamieńcu Wrocławskim było: co tu zrobić, a żeby się nie narobić, a żeby się ognisko paliło i nie zgasło

Nie było zbytnio chętnych, ale po niedługim czasie zgłosiło się dwóch chojraków na dokładne przeszukanie pobliskiego terenu w celu znalezienia drewna na ognisko. Drewna nie byle jakiego, bo uzgodniliśmy wcześniej minimalne jego wymiary. Grubość, długość jak i minimalna waga musiała się zgadzać!

Oczywiście jeśli chodzi o drewno na rozpałkę, to im cieńsze tym lepsze i tutaj można było sobie pozwolić na więcej, ale stopień wilgotności musiał być zachowany. Uzgodniliśmy maksymalną wilgotność gałęzi na 15%. Pogodę mieliśmy rewelacyjną. Słońca nie brakowało także wilgotność gałęzi oscylowała na około 10% a to prawie ideał!

 

Mieliśmy dobrą siekierę (co widać na nagraniu), więc każdy chciał już przyniesione i przywiezione drewno ciąć  na kawałki, ale jak przyszło co do czego, to okazało się, że większość przypomniała sobie o tym motywie przewodnim i nadal obmyślała co tu zrobić…


Więc na ochotnika zgłosił się Łukasz i Sebastian i we dwójkę zajęli się rąbaniem. Poświęcili na to dwie godziny, reszta w tym czasie doglądała czy na równe części jest dziabane drewno i czy wióra nie lecą zbyt daleko, bo je też palimy. Zmieścili się w wytyczonym miejscu, chyba tylko jeden wiórek odskoczył dalej, ale pies Lucky raz dwa go przyniósł.

Drewna mieliśmy do oporu, także cały czas ktoś coś piekł w ognisku czy to nad nim w dymie sobie wędził.

Naszym daniem specjalnym drugiego dnia był pieczony kurczak, czasem był nawet w dymie, także można by rzec, że kurczak z ogniska był pieczono-wędzony. Był nawet dobry, każdy się zajadał jak by nigdy nie jadł mięsa z ogniska, a tylko oglądał zdjęcia na internecie. A przecież głodni nie byli, były przecież chociażby ziemniaki!

W pierwszy dzień i dzień ostatni dominowały pieczone ziemniaki, kiełbasa i karkówka z grilla.

Prawie bym zapomniał o rosole przygotowanym przez Sebastiana, który smakował (rosół) w miarę dobrze.

Ogólnie było nie źle, ale brakowało nam tym razem więcej atrakcji jak chociażby pływanie na pontonie i łowienie ryb. No ale to pierwsze wymaga już włożenia większej energii w wiosłowanie, a komu by się chciało… Na tym biwaku nastawiliśmy się na nierobienie nic i w dużej mierze nam to wyszło.

 

A jak było na wyprawie pod namioty i kemping kolejnym razem? To już niebawem.

Autorem treści jest MCH